czwartek, 28 kwietnia 2011

polska gwara pedagogiczna

Cisza jak makiem zasiał ... A tak na prawdę to co dzień spotykam się jakimiś przejawami etniczności: czy to w telewizji, radiu, w pociągu, na spacerze czy rozmowie z przyjaciółmi. Nie mam po prostu weny do pisania, a przecież pisać można o wszystkim, nawet o byle czym.


I tak na przykład wczoraj rozmawiałam z przyjaciółką o gwarze. Został przytoczony standardowy przykład Ślązaka w województwie mazowieckim czy łódzkim, który chce kupić kołaczyk. No tak, kołaczyk, drożdżówka a może słodka bułka? Przykład powszechny bo i prawdziwy. Sama miałam podobny problem, aż w końcu musiałam wskazać palcem na to co chcę kupić. Tylko dlatego, że w innych województwach na ten rodzaj wypieku mówi się drożdżówka, a na śląsku nazwę drożdżówka i kołaczyk stosuje się zamiennie.


Ponadto w naszej rozmowie dotyczącej gwary poruszony został problem osób, które potrafią mówić zarówno gwarą jak i polszczyzną. Znam osoby, które gwarą posługują się w domu, zwracając się do rodziny i sąsiadów, natomiast w szkole, pracy, na mieście mówią oni polszczyzną - czystą polszczyzną. Znam też oczywiście osoby zaciągające gwarą (: Nie widzę w tym problemu. Chyba, że tyczy się to osób, które mówią po polsku, a używają szyku śląskiego. Wychodzi wtedy styl mowy mistrza jedi Yody ;D


Koleżanka tym bardziej ubolewała, iż zna taką osobę, która do tego niedługo uzyska odpowiednie wykształcenie pozwalające jej uczenia dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach różne instytucje czy pojedyncze jednostki boją się posądzenia o dyskryminację przyznając takiej osobie prawo do uczenia dzieci. W końcu dzieci w szkole uczą się wypowiadania, ponadto ze szkoły wynoszą wzorce. Bardzo prawdopodobne, iż dziecko przebywając dzień w dzień od 1 do 3 klasy podstawówki z nauczycielką, która wypowiada się mieszając język polski ze śląskim (w dodatku z gwarowym szykiem zdaniowym), samo nabierze nawyku takiego wypowiadania się.


Gdzie i dlaczego została zatracona higiena kształcenia pedagogów?

piątek, 4 marca 2011

NA STYKU KULTUR Łódź 2011

   25-27 lutego w łódzkiej hali EXPO miały miejsce XVII Międzynarodowe Targi - Regiony Turystyczne NA STYKU KULTUR.

Nie będę rozpisywała się na temat tego, jakie atrakcje przygotowali organizatorzy dla biorących udział w targach, gdyż wszelkie informacje znajdziemy TUTAJ. Mnie samej przyszło zwiedzić halę ostatniego dnia. Prawdą jest, iż były to pierwsze targi w których uczestniczyłam.
stoisko wsi Kozenin, powiat opoczyński, 
woj. łódzkie
Stoiska w większości rozmieszczone były według regionów, przede wszystkim były to Śląsk, wielkopolska, łódzkie, małopolska. Inne województwa miały troszkę mniejsze stanowiska, no i oczywiście zabrakło kilku reprezentantów, między innymi województwa lubuskiego i zachodniopomorskiego.
Przechadzając się między stoiskami mogliśmy natrafić na cały szereg stoisk piekarniczych, cukierniczych, wędliniarskich, oczywiście wszystkie z degustacją i pochodzące z województwa łódzkiego. Mogliśmy również skosztować i nabyć tradycyjne piwa łaskie Koreb. Gdzie indziej stały stoiska wypełnione po brzegi lokalnymi tworami z paniami za ladą pięknie przybranymi w tradycyjne stroje ludowe. Obraz, ingerując w dużej mierze wyobraźnią, jak wyjęty z jarmarku w powieści Chłopi. Zresztą atmosferę jarmarku potęgował pan w łowickim stroju wesoło grając na akordeonie.
Zespół Pieśni i Tańca "Śląsk"
Podobny obrazek miał miejsce przy stoisku małopolskim, tam nawet proponowano skosztowania tradycyjnych małopolskich andrutów (mniam!). A Śląsk przywiózł nawet sześcioro reprezentantów Zespołu Pieśni i Tańca "Śląsk", który dał kilka krótkich koncertów.
Wszystkie stoiska miast czy powiatów były suto opatrzone w liczne broszury, ulotki. Co większe, czyli wojewódzkie, oferowały rozmaite mapy i przewodniki. Sama zaopatrzyłam się w mapę  i przewodnik po Śląsku Cieszyńskim i naklejki promujące miasto Cieszyn. Wszystko za sprawą sentymentu do miasta, w którym studiowałam!
Dla wszystkich zainteresowanych podróżami krajowymi i międzynarodowymi porady, informacje oraz propozycje i materiały promocyjne oferowały biura podróży, m. in. TUI czy EXPLORER, a także Port Lotniczy im. W. Reymonta
materiały promocyjne Śląska Cieszyńskiego
 Na styku kultur swoje miejsce mieli również przedstawiciele współczesnych grup nowoplemion. I tak mogliśmy podziwiać Celtów, gdyż wiadomo, iż Szlak Bursztynowy prowadził właśnie przez ziemie dzisiejszego województwa łódzkiego, zamieszkiwane przez ludy celtyckie.
Ponadto można było podziwiać stroje, rekwizyty i walki rycerzy z kujawsko-pomorskiego a także Indian, a raczej Indianistów prowadzących wioskę Tatanka w gminie Ozorków.
Celtowie z Drużyny Wojów Szlaku Bursztynowego

Bractwo Rycerskie z woj. kujawsko-pomorskiego






















W dniu, kiedy odwiedziłam targi, a był to ostatni dzień, zwiedzających było multum z czego widać, że targi cieszą się dużym zainteresowaniem. Wykłady, konkursy i degustacje, mnóstwo materiałów promocyjnych i atrakcji w postaci ludzi odpowiednio przebranych w tradycyjne stroje miały wpływ na powodzenie przedsięwzięcia. Uważam jedynie, że takie targi powinny być umieszczone w większych pomieszczeniach, okazało się, że sala EXPO wcale nie jest taka ogromna jakby się zdawało. Myślę, że gdyby dla targów Na styku kultur było więcej przestrzeni zarówno dla prezentujących i zwiedzających, jednych i drugich byłoby więcej.

rękodzieło polskich indianistów

założyciel wioski Tatanka

sobota, 22 stycznia 2011

wspomnienie z podróży: Lanzarote

Świeżo po podróży, przywożę takie oto wspomnienia:
Plaza Clavijo y Fajardo w Teguise, Lanzarote, Wyspy Kanarysjkie
Samo centrum miasteczka Teguise na Plaza Clavijo y Fajardo, dookoła lokalne kawiarnie i knajpki.  Wszystkie budynki utrzymane w tradycyjnym lanzarockim stylu. A na środku tegoż placyku co? Budka oferująca niemieckie kiełbaski, dodatkowo w języku niemieckim ...

Ogółem na Lanzarote jest mnóstwo "niemieckich" sklepów, trochę mniej "angielskich" ale za to pubów już więcej. Przechadzając się jakąkolwiek promenadą natkniemy się na restauracyjki oferujące nam tradycyjne śniadanie ... tyle, że niemieckie lub angielskie, czasem irlandzkie i szkockie.
Rozumiem, że główna fala turystów na Lanzarote, czy ogółem na Wyspach Kanaryjskich, pochodzi z Wysp Brytyjskich oraz z Niemczech, jednakże gdzie tu przyjemność spędzania urlopu w egzotycznym miejscu przepełnionym punktami tego, co posiadamy we własnym mieście. To tak jakbym pojechała na Lanzarote by na obiad w restauracji zamówić schabowy i ruskie pierogi.
Tak samo przy zamawianiu piwa w knajpie: barman wskazuje Ci ręką szereg butelek piwa importowanego z Europy i Ameryki i trzeba wyraźnie zaznaczyć, że chce się piwo LOKALNE. A jak się okazuje rodzai kanaryjskiego piwa jest sporo. Do tego punkty medyczne: niemieckie i angielskie. 

Nic dziwnego, że na Lanzarote taki Niemiec pytając się o drogę czy z innym zapytaniem zwraca się do przechodnia po niemiecku, nie umiejąc się porozumieć w jakimkolwiek innym języku (a nawet geście niestety).
Niemiecki supermarket na ulicy Doramas w Puerto del Carmen na Lanzarote, Wyspy Kanaryjskie