Pokazywanie postów oznaczonych etykietą subiektywnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą subiektywnie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 listopada 2012

STOIMY W CIEMNOŚCI, OTOCZENI ŚWIATŁEM, czyli postawa człowieka wobec obcości

Współcześnie żyjemy w czasach, kiedy granice pomiędzy państwami ulegają zatarciu. Oczywiście, różnice narodowe zostają, jednakże są one widoczne jedynie dla sympatyków obcych kultur lub dla turystów, którzy musieli słono zapłacić za przewodnika i tłumacza po najciekawszych miejscach danego kraju. Dla pozostałych ludzi, szczególnie w Polsce, sąsiednie państwa to takie same miejsca jak gdzie indziej, przepełnione globalną kulturą medialną, noszącą się podobnie, słuchającą takiej muzyki jaką emitują nawet za oceanem. Właśnie poprzez media inne kultury, obyczaje, narody są nam przybliżane w konkretnych programach podróżniczych, naukowych, hobbystycznych, a nawet w tych rozrywkowych edycjach. W ten sposób nie mamy większego poczucia obcości z tymi kulturami, a wręcz odwrotnie – zapoznajemy się z nią poprzez różnego typu pośredników.
Zawiązanie Unii Europejskiej i stopniowe przyjmowanie kolejnych państw jest idealnym przykładem na to, jak zmienia się obraz zróżnicowania kulturowego w Europie. Wspólne interesy państwowe, wspólna waluta dla większości krajów, wspólna siedziba Rady Europejskiej w Brukseli, jeden hymn i flaga unijna. Szereg przedsięwzięć związanych z przynależnością do wspólnoty europejskiej, takie jak różnego typu festiwale muzyki, kultury, sztuki mają na celu przybliżenie nam Europy i jej specyfiki. W taki oto sposób, w coraz to mniejszym stopniu wydaje nam się ona obca i niezrozumiała.
Po przyjęciu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku, otwarły się dla nas i naszego kraju drzwi do zachodniej strony kontynentu. Poszczególne państwa otworzyły dla nas swój rynek pracy, zachęcając również do związania z tym miejscem i krajem swojego życia rodzinnego. Coraz więcej ludzi decyduje się na takie życiowe przedsięwzięcie, nawet jeśli nie znają języka i nie posiadają żadnych znajomych w tej części Europy, u których mogliby szukać jakiejkolwiek pomocy. Niestety, ogniska Polaków bytujących w danym kraju na ogół nie są w stanie udzielić oczekiwanej pomocy, a nawet gorzej, to oni najczęściej szkodzą swoim rodakom bojąc się, iż z czasem ta jednostka może zaszkodzić ich własnej „karierze”.
Znany dziennikarz i podróżnik, nieżyjący już Ryszard Kapuściński, napisał w jednej ze swoich książek: „Stoimy w ciemności, otoczeni światłem”1. Jednym zdaniem opisał postawę człowieka wobec świata. Człowieka, który lęka się wyjrzeć poza swoje mury, poznać to co jest mu obce i postarać się z tym zaznajomić. Istota mająca opory przed wyciągnięciem rąk i poczucia, empirycznego zapoznania się z otoczeniem z którym tak na prawdę powszechnie obcuje.
Oczywistym jest, że problematyka „obcości” występuje w różnych kategoriach: od pojedynczej jednostki, grupy społecznej, nacji, po wiarę i poglądy, itd. Wiadomo również, iż nasilenie tego problemu było inne w starożytności, w czasach zamierzchłych, a zupełnie odmienne współcześnie. Dla przykładu Wielkie Odkrycia Geograficzne w XVI wieku, gdzie Europejczycy włożyli duży wkład w jak najefektywniejsze wykorzystanie obcych kultur dla własnych korzyści (złoto, produkty dla eksportu, siła robotnicza, przywłaszczanie sobie ziem należących do plemion tubylczych), przy okazji w jednostronny sposób szerzyli oni wśród ludów plemiennych swoją kulturę, religię, a tymczasem zsyłali na zatracenie dobytek cywilizacyjny ludności egzotycznej, uważając go za niegodny, uprzedzony i w każdym calu gorszy od swojego. W przypadku poznawania kultury ludów „podbitych” Europejczycy robili to tylko po to, aby rozłożyć na pojedyncze składniki tę kulturę i podjąć „strategię niszczenia obcości”, a wpajania swoich kulturowych idei, aby „ucywilizować dzikość”.
Jeszcze wcześniej, słynny grecki przywódca i strateg, Aleksander Wielki, podbijając Persję przedstawiał się jako król Azji i „(...) postanowił, że jeśli ma utrwalić rządy swoje i swych następców nad podbitym imperium, musi sypnąć talentami i zapewnić sobie lojalność tradycyjnej irańskiej klasy rządzącej. (...) Przyjął wersję szat królewskich i rozpoczął rekrutację zachodnich Irańczyków do swej, jak dotąd wyłącznie macedońskiej, jazdy hetajrów”2. W ten oto sposób, wielki dowódca chciał zjednać sobie podbite królestwo, okazać zamieszkującemu je ludowi swój szacunek dla ich narodowości, obyczajów oraz ogólnej kultury. Nie zamierzał niszczyć albo wymazywać z nich kulturowych obyczajów. Oczywiście, miał przy tym swoje militarne powody, aby poszerzyć swoje wojsko o irańskich żołnierzy. Ustawiając swoich przyjaciół na urzędniczych stanowiskach oraz zaślubiając ich z irańskimi kobietami, chciał dokonać zjednoczenia tych dwóch, obcych sobie i do niedawna wrogo nastawionych kultur.
W historii świata znajdziemy wiele przypadków odnośnie państw, królestw, władców, wielkich cywilizacji, które albo działały przeciwko obcym sobie narodom, lub też odwrotnie, dążyły do integracji, scalenia, obopólnego przekazania sobie swoich kulturowych osiągnięć, itp. Obecnie większość państw świata dąży do zjednoczenia, jednakże odmiennie niźli było w poprzednich epokach, dzisiaj starają się one dokonywać tego przedsięwzięcia w bardziej pokojowych warunkach. Zawiązywane unie wspomagają się nawzajem, tworzą korelację na zasadzie wspólnoty sił, głosów i interesów. Stwarza to ogromne szanse dla ludzi zamieszkujących dane państwa w związku z poszerzaniem swoich własnych horyzontów doświadczeń, szczególnie jeśli chodzi o kulturę. Człowiek nie powinien zamykać się w obrębie czterech stron geograficznych swojego państwa. Owszem, istotne jest najpierw wiedzieć coś o sobie i swojej ojczyźnie, na świecie żyje jednak kilka miliardów ludzi o swojej własnej, specyficznej kulturze, którą warto znać przynajmniej w teorii.
Dzisiejsze osiągnięcia technologiczne w dużym stopniu ułatwiają dostęp do poznawania wszelkich wyodrębnionych zjawisk społecznych i kulturowych. Nasza wiedza z każdym kolejnym dziesięcioleciem powiększa swoje obręby, aktualnie sięgając nawet pewnych części kosmosu. Pomimo, gdy jawi się nam coś zupełnie nowego, obcego, niezidentyfikowanego, to na pole wkracza cała kompania specjalistów i naukowców próbujących przebadać dane zjawisko, a media informują nas na bieżąco o najnowszych odkryciach na świecie, czy jakichś poważniejszych zajściach, to człowiek wciąż, jako pojedyncza jednostka, będzie musiał walczyć z samym sobą, aby też nie ograniczać siebie samego i wyjrzeć poza swój własny krąg dotykając, a raczej dążąc do styczności z czymś co jest „obce”. Taka osoba przekona się wtedy, że to, co było dla niej tym „obcym”, może się nagle okazać bardzo bliskim i istotnym sensem jego istnienia, albowiem człowiek nie żyje tylko dla siebie, ale dla pozostałych ludzi, których najpierw trzeba poznać, a dopiero później oceniać. 

Przypisy i literatura:
1 R. K a p u ś c i ń s k i, Podróże z Herodotem, Znak, Warszawa 2004
2 P. C a r t l e d g e, Aleksander Wielki, Bellona, Warszawa 2005, s.177-178 >
R. Ingarden, Książeczka o człowieku, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001
E. Nowicka, Świat człowieka – świat kultury, PWN, Warszawa 2006, r.11>
G. Parker (red.), Ilustrowana Historia Świata, Świat Książki, Warszawa 1995, r.16-17

sobota, 5 maja 2012

Żywa historia w programach telewizyjnych


   Jestem fanką programów BBC prowadzonych przez Ruth Goodman, Alexa Langlandsa i Petera Ginna. Początkowo natknęłam się na Victorian Farm w Anglii i od razu zafascynowałam się pomysłem na program, w którym grupa historyków i archeologów odtwarza angielskie życie na wsi z końca XIX wieku. Po powrocie do Polski okazało się, iż na kanale Viasat History emitowana jest inna seria dokumentu wyżej wymienionej trójki, tym razem grupa ta odtwarza życie Anglików na wsi w okresie edwardiańskim, czyli z początku XX wieku. Anglicy są bardzo płodni względem telewizyjnego odtwórstwa historii, dla przykładu jest program, w którym grupa ludzi buduje rzymską willę wykorzystując surowce i techniki stosowane przez Rzymian na brytyjskich ziemiach.

W Polsce również działają grupy historyków i archeologów, którzy eksperymentalnie starają się zgłębić jakąś kulturę poprzez jej codzienne odtwarzanie. Spotkamy więc Słowian, ludzi z epoki kamienia, Wikingów, odtwórców czasów średniowiecznych, Indian, itp. Jedne grupy odcinają się od społeczeństwa na dłuższy czas i zgłębiają tajniki żywej historii, inne odtwarzaniem wybiórczo zajmują się w domu a następnie na tematycznych zjazdach, np. w Wolinie czy Biskupinie, gdzie przez kilka dni żyją jak dawne ludy i prezentują się turystom.
Najbardziej ciekawi mnie kiedy w Polsce zostanie zrealizowany projekt telewizyjny niczym "Victorian Farm" w Anglii. Dla przykładu skansen w Wolinie corocznie od kwietnia do września organizuje kilkudniowe imprezy warsztatowe podczas których prezentowane jest życie codzienne Słowian wczesnośredniowiecznych i myślę, że jest to idealny materiał na serial dokumentalny rodem z BBC.

czwartek, 28 kwietnia 2011

polska gwara pedagogiczna

Cisza jak makiem zasiał ... A tak na prawdę to co dzień spotykam się jakimiś przejawami etniczności: czy to w telewizji, radiu, w pociągu, na spacerze czy rozmowie z przyjaciółmi. Nie mam po prostu weny do pisania, a przecież pisać można o wszystkim, nawet o byle czym.


I tak na przykład wczoraj rozmawiałam z przyjaciółką o gwarze. Został przytoczony standardowy przykład Ślązaka w województwie mazowieckim czy łódzkim, który chce kupić kołaczyk. No tak, kołaczyk, drożdżówka a może słodka bułka? Przykład powszechny bo i prawdziwy. Sama miałam podobny problem, aż w końcu musiałam wskazać palcem na to co chcę kupić. Tylko dlatego, że w innych województwach na ten rodzaj wypieku mówi się drożdżówka, a na śląsku nazwę drożdżówka i kołaczyk stosuje się zamiennie.


Ponadto w naszej rozmowie dotyczącej gwary poruszony został problem osób, które potrafią mówić zarówno gwarą jak i polszczyzną. Znam osoby, które gwarą posługują się w domu, zwracając się do rodziny i sąsiadów, natomiast w szkole, pracy, na mieście mówią oni polszczyzną - czystą polszczyzną. Znam też oczywiście osoby zaciągające gwarą (: Nie widzę w tym problemu. Chyba, że tyczy się to osób, które mówią po polsku, a używają szyku śląskiego. Wychodzi wtedy styl mowy mistrza jedi Yody ;D


Koleżanka tym bardziej ubolewała, iż zna taką osobę, która do tego niedługo uzyska odpowiednie wykształcenie pozwalające jej uczenia dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach różne instytucje czy pojedyncze jednostki boją się posądzenia o dyskryminację przyznając takiej osobie prawo do uczenia dzieci. W końcu dzieci w szkole uczą się wypowiadania, ponadto ze szkoły wynoszą wzorce. Bardzo prawdopodobne, iż dziecko przebywając dzień w dzień od 1 do 3 klasy podstawówki z nauczycielką, która wypowiada się mieszając język polski ze śląskim (w dodatku z gwarowym szykiem zdaniowym), samo nabierze nawyku takiego wypowiadania się.


Gdzie i dlaczego została zatracona higiena kształcenia pedagogów?